Słynny Sykstus naruszył tajemnicę korespondencji

Słynny Sykstus naruszył tajemnicę korespondencji

Internet rozgrzewa informacja o złym księdzu z Pułtuska, który w zaświadczeniu o bierzmowaniu dopisał informację, że Błażej M. (z bierzmowania Sysktus) nie zamieszkuje na terenie parafii, jest aktywnym członkiem SLD i wypowiadał się przeciw Kościołowi i księżom.

Tylko niektórzy internauci zwrócili uwagę, że Katechizm Kościoła katolickiego w kanonie 1255 określa: "aby mogła rozwijać się łaska chrztu, potrzebna jest pomoc rodziców. Na tym polega także rola rodziców chrzestnych, którzy powinni być głęboko wierzący, a także zdolni i gotowi służyć pomocą nowo ochrzczonemu, zarówno dziecku, jak dorosłemu, na drodze życia chrześcijańskiego." A kanon 874 dookreśla: "Do przyjęcia zadania chrzestnego może być dopuszczony ten, kto (w punkcie 4.) prowadzi życie zgodne z wiarą i odpowiadające funkcji, jaką ma pełnić", czyli "prowadzi autentyczne życie chrześcijańskie, jest systematycznie praktykującymi katolikiem, modli się za chrześniaka".

Zapewne zdając sobie doskonale sprawę, że tych zadań Sykstus sam nie spełnia, wpadł na pomysł, że może uda się obejść przepis i inny ksiądz, nie znający Sykstusa osobiście, wyda stosowną zgodę: "Potrzebne jest inne zaświadczenie. Że jestem wierzący. Takiego nie otrzymałem. Więc poprosiłem o zaświadczenie, że byłem bierzmowany, żeby spróbować porozmawiać w innej parafii. No i dostałem" - pisze na swoim profilu Błażej Makarewicz.

Działania księdza Tadeusza Kowalczyka to nic innego jak realizacja wytycznych zawartych w Instrukcji Duszpasterskiej Episkopatu o udzielaniu sakramentu Chrztu Św. - wydanie z 1975 roku. Zgodnie z instrukcją, kapłani mają obowiązek sprzeciwiać się wyborowi chrzestnych nie motywowanemu troską o religijne wychowanie dziecka, a także żądać potwierdzenia, że kandydaci do tej funkcji rzeczywiście prowadzą życie religijne: "Duszpasterz powinien żądać od rodziców chrzestnych, których nie zna, odpowiedniego świadectwa kwalifikacyjnego z parafii, w której mieszkają". W tym przypadku - jeden kapłan informuje drugiego o swoich wątpliwościach związanych z możliwością realizacji zadań wynikających z tejże Instrukcji (pkt. 5, pp. b) - "wychowanie dziecka w wierze katolickiej jest zapewnione".
Patrz tu

Błażej Makarewicz zapomniał jednak poinformować swoich lajkowców, że naruszył tajemnicę korespondencji, służbowej zresztą. Ksiądz Tadeusz Kowalczyk owe zaświadczenie zaadresował nie do niego, a do proboszcza warszawskiej parafii, w której chrzest ma się odbyć. Zaświadczenie zostało przekazane Sykstusowi w zaklejonej, zapieczętowanej kopercie z wyraźną informacją do kogo przesyłka ma trafić. - Samo zaświadczenie o fakcie bierzmowania mogłoby wprowadzić w błąd proboszcza innej parafii, co do naprawdę realizowanej postawy, niechrześcijańskiej - podkreśla kapłan z Popław.

- Ocena personalna przypominająca notatki Służby Bezpieczeństwa PRL – tak szef młodzieżówki SLD komentuje zaświadczenie o bierzmowaniu, jakie otrzymał, na własną prośbę, z parafii.
Czy jednak otwieranie nie do siebie adresowanej korespondencji, nie kojarzy się bardziej i lepiej z metodami Służby Bezpieczeństwa PRL?  

Powrót na górę